Harry Potter

2008-02-07 17:55:52

Nie, tym razem nie będzie o książce, którą zasadniczo trawię. Będzie o synku, który z racji rany na czole wygląda niczym książkowy bohater (do wglądu zdjęcie w galerii, link po prawej).
Zaczęło się wszystko niespełna dwa tygodnie temu. Podczas wizyty rodzinnej, Krzyś bawił się z dziećmi. W pewnym momencie, gdy ganiał dookoła fotela, potknął się i uderzył główką w schodek. Od razu poleciała masa krwi, przemywanie rany... Okazało się, że nie był to uraz nosa, lecz rozcięcie między brwiami. I to dość głębokie. Szybko pojechaliśmy na Sporną na ostry dyżur, gdzie pani doktor, praktycznie na żywca zdecydowała się szyć czoło Krzysia. Oczywiście ryk, łzy, nasz szok, etc. Niby wszystko się odbywało pod miejscowym znieczuleniem, ale tylko w teorii.
Następnego dnia D. pojechała na kontrolę do zaufanego chirurga, który zdjął to, co lekarka zrobiła i po prostu zabezpieczył ranę specjalnym plastrem.
No cóż, wszystko na szczęście się goi ładnie, wczoraj plaster zdjęliśmy, a że było to podczas kąpieli, Krzysiek cieszył się bardzo. Teraz mamy nadzieję, że po całej historii pozostanie tylko ledwie widoczna biała kreseczka. No oby...
A co poza tym. W ostatnich dniach pracowicie, ale nie z jednakową intensywnością. Poza tym dużo planów na różne mniejsze i większe zakupy do domu (marzą się jakieś ładne mebelki, etc.).
W lesie oczywiście wiosna. Tulipany mają już coraz większe cebule, na bzach pojawiły się zywe, wielkie pąki. Brak prawdziwej zimy ma swoje pozytywy (niższe zużycie gazu, etc), ale niestety- równiez negatywy (sporo robactwa, no i ten nieszczęśny płot, malowany przeze mnie w pocie czoła w listopadzie, z powodu wilgoci i braku słońca...... znów zielenieje, szlag).
Nie mogę się już doczekać weekendu, więc jade do domu, pan rzecznik zamyka biuro i do widzenia.

skomentuj (2)
Strona główna